Czerwcówka odbyła się….

wpis w: PW - Praca Wodna | 0

{phocagallery view=category|categoryid=105|imageid=2937|displayname=0|overlib=1|float=left} Organizowana trochę na wariackich papierach okazała się super imprezą. Zresztą świadczą o tym podziękowania uczestników na forum i facebooku. A dla tych co z nami nie byli parę słów relacji:

w czwartkowy ranek wyruszyliśmy naszą Skodą zapakowaną jak zwykle po dach (czy jedziesz na 2 dni czy na 2 tygodnie rzeczy zabiera się tyle samo) i po mniej więcej 200 km na leśnym parkingu za Napiwodą zostaliśmy przejęci przez ekipę Misiobusa składającą się z: Nufi, Ami, Buick, Oli, Marka, Dagi (koleżanki Marka z pracy) i Zuzy (siostrzenica Dagi). W tym składzie dojechaliśmy do Olsztyna gdzie dobili do nas Dudusie tj. Dudek, Niufi, Ania, Sławek i Jasiek z Gdyni oraz gospodarze czyli Beatka z rodzinką. Po dłuuugich przywitaniach Beatka zamiast pozbyć się nas jak najszybciej (toż mieliśmy zamiar siedzieć jej na głowie przez 4 dni!) wywiozła nas skrycie na swoją malutką, acz śliczną działeczkę, gdzie oczywiście zostaliśmy ugoszczeni po staropolsku. Nieco zmęczeni i bardzo głodni (!) .. kąpieli (tak tak a o czym myśleliście?) po kilku godzinach wyrwaliśmy się z bardzo gościnnych ramion Beatki i Benka by udać się do ośrodka „Zacisze” w Rentynach gdzie mieliśmy zamówiony nocleg, bo trzeba się było przecież pojawić, żeby wiedzieli, że dojechaliśmy. Ośrodek super… domki bardzo dobrze wyposażone, idealne dla naszych potrzeb, nic dodać nic ująć a co najważniejsze 30 m od jeziora w otulinie przepięknych lasów. Beatko miałaś nosa wybierając ten ośrodek.

Niestety zmęczenie wzięło górę i nie zdecydowaliśmy się na wyciągnięcie pianek ale psy oczywiście zostały zwodowane. Po kolacji, wieczornych pogaduchach udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. Nazajutrz rano zaproszeni przez olsztyński WOPR stawiliśmy się nad jeziorem Krzywym. W Olsztynie dołączył do nas Grzegorz z Daisy oraz Justyna z Budgerem. Woda bardzo zimna, serca bardzo gorące i wielka ochota do popływania z psami spowodowały, że szybko wymienialiśmy ćwiczące psy, które dzielnie aportowały, holowały łódkę i pozoranta udającego przytomnego „topielca” i tak po 3 godzinach ćwiczeń, trzeba było wracać bo to był przecież piątek i mecz otwarcia, a o 17.00 właściciele ośrodka otwierali dla swoich gości Strefę Kibica. Pożegnaliśmy się z Beatką , Grzesiem i Justynką zapraszając ich na następny dzień do Rentyn. Po powrocie do ośrodka, spacerze, wysuszeniu i nakarmieniu misiów poszliśmy wspierać naszych w meczu z Grecją. Wiecie jak fajnie ogląda się mecz w kilkunastoosobowym gronie? Atmosfera fantastyczna.

W piątek, w sobotę i w niedzielę odbyły się treningi w Rentynach. Dawkując trudności udało nam się przećwiczyć ze wszystkimi psami wszystkie ćwiczenia z zakresu I i II klasy a także szukanie aportu z III klasy, holowanie nieprzytomnego oraz zanoszenie pagaja do łodzi. W sobotę przerobiliśmy też z psami kilka zadań z posłuszeństwa nad wodą. Codzienne ponad 4 godzinne treningi mocno zmęczyły psiaki, oczywiście nikogo do niczego nie zmuszaliśmy, kto był zmęczony odpoczywał. Najbardziej cieszy mnie to, że nie tylko po opiekunach ale przede wszystkim po psach widać było ogromną chęć do pracy, skupienie. Mimo zimowej przerwy psy nie zapomniały niczego czego nauczyły się do tej pory. W ćwiczeniach w wodzie bardzo dzielnie nam pomagały Dagmara i Zuza, za co im serdecznie dziękujemy .

Niestety w niedzielę pożegnaliśmy się już z Anią i Sławkiem, którzy nie ćwiczyli już z nami tego dnia. Dziękujemy im bardzo, że przyjechali. Podziwiam kondycję Niufa, przecież nie najmłodszy już pies (7 lat) wyciągał Sławka jak zwykle „na Szwecję” i tak sobie panowie codziennie pływali, pływali, pływali z kilkanaście minut i nie wiem ile kilometrów. Ale i Nufcia zamoczyła łapki…..

W poniedziałek i my musieliśmy się niechętnie rozstać z Mazurami. Wracając wstąpiliśmy do Szwaderek na pyszną rybkę i z nie ukrywanym sentymentem minęliśmy zjazd do Wiatraków ;).

Podsumowując ten pewnie trochę przydługi wywód – powiem tylko: bardzo, bardzo dziękuję. Bardzo potrzebny mi był ten wyjazd. Zapał wszystkich do pracy ,świetna atmosfera, życzliwość tylu obcych ludzi których spotkaliśmy po prostu uskrzydlają. Podziękowania dla właściciela ośrodka, który użyczał nam wszystkiego czego tylko potrzebowaliśmy – łodzi, wiosła, deskę surfingową, plażę.

 

Zdjęcia: Beata, Ola, Daga, Zuza i Marek.

 

{phocagallery view=category|categoryid=104|limitstart=0|limitcount=0}

{phocagallery view=category|categoryid=105|limitstart=0|limitcount=0}

Zostaw Komentarz